🛷 Serce Miej Otwarte Dla Wszystkich Zaufaj Niewielu

w tytule ma byc (kepki klasyk) kladdkaka lepki klasyk-- Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu W. Shakespeare Czytaj więcej Wt, 31-10-2023 Forum: Vistula - Re: ** kladkaka ** kepki klasyk; Re: Poprawianie klasyki czyli dzieci dzisiaj wraż Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. /William Szekspir/ ——————————————————————————————————————————————————————— Zamyślenia -- Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu W. Shakespeare Czytaj więcej Śr, 31-05-2023 Forum: Vistula - Re: * a wlasciwie wczoraj-zakonczenie kawiarenki kawiarenka - pozostałe wpisy Znaczenie w Miłość szczęśliwa. Co znaczy: Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. Serce miej otwarte dla co to jest Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. Do góry #34 Gość_michalina_* Gość_michalina_* Gość Napisano 27 wrzesień 2016 - 15:00. Serdecznie
Znaczenie w Cytaty. Co znaczy: Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu definicja. Serce miej otwarte dla co to jest
Michasi z okazji Urodzin.:* - napisał w Życzenia i Pozdrowienia: Kochana Michasiu Z okazji Urodzin składamy Ci moc życzeń: uśmiechu, zdrowia, radości, mnóstwa prezentów i gości, przyjaźni wielkich i małych, wielu przygód niebywałych i uśmiechu wesołego i wszystkiego, wszystkiego najlepszego! Ściskamy serdecznie, pięknego dnia. Milena, Piotr i Julia.
Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. 2009-10-04, opis gg nadesłał: _SuchY_ Losowe Opisy GG - dla szczęśliwie zakochanych Listen to many, speak to a few. - Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. The rest is silence. - Reszta jest milczeniem. All’s well that ends well. - Wszystko dobre, co się dobrze kończy. A horse! A horse! My kingdom for a horse! - Konia! Konia! Królestwo za konia! All the world’s a stage, And all the men and women merely
Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. 2011-01-15Ustaw jako bierzący opis GG
>> Gdy październik mroźny, to nie będzie styczeń groźny .
Najświętsze Serce JezusaKatechezaPamiętaj, by sprawdzić wszystkie aktywne to chodziło! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!Na wieki wieków!Rozpocznijmy w Imię Boże znakiem Krzyża:W Imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego! - Miesiąc Serca JezusowegoNa pewno pamiętasz, że w maju w szczególny sposób oddawaliśmy cześć Matce czerwcu praktykujemy nabożeństwo do Najświętszego Serca już bez ograniczeń modlić się w świątyniach, dlatego zachęcam Cię do pójścia na czerwcowe do o której godzinie jest czerwcowe w Twojej parafii!A może w Twojej miejscowości jest zwyczaj modlitwy przy kapliczkach z figurą Pana Jezusa?Krótka Historia NAbożeństwa objawionego św. MałgorzacieW 1647 roku, 22 lipca, na zamku w Verosvers we Francji, przyszła na świat dziewczynka. Otrzymała na chrzcie imię Małgorzata. Dziewczynka bardzo dobrze się rozwijała i była bardzo mądra jak na swój wiek. Gdy zdaniem swoich opiekunów zbyt żywo się bawiła, ganili ją słowami "to się Panu Bogu nie podoba" i dziewczynka od razu się uspokajała. W wieku czterech lat potrafiła modlić się bez ruchu na klęcząco przez tabernakulum, bo powiedziano jej, że tam ciągle przebywa żywy Pan Jezus. Jej dziecięce serce rozumiało czym jest grzech i brzydziła się nim od wkrótce spotkało ją ogromne cierpienie - umarł jej Tatuś, a mama nie dała rady sama wychowywać dzieci. Małgorzata trafiła więc do opiekunów: najpierw były to siotry zakonne, które dopuściły dziewczynkę do wczesnej Komunii św. Jednak tam Małgorzata poważnie zachorowała, wróciła na chwilę do matki, a gdy odzyskała zdrowie trafiła z resztą rodziny po opiekę ciotek, które były oschłe i surowe dla Serca Pana Jezusa przy domu w Jadownikach (Małopolskie)Do tego stopnia było jej ciężko, że musiała np. pożyczać sukienkę od przyjaciółki by pójść do kościoła. A nawet gdy już była bliska wyjścia na Mszę św. jedna ciotka zakazywała jej krzycząc na nią, mimo iż wcześniej inna już zaczął objawiać się jej Pan Jezus, który pocieszał ją w bólu i mówił, że dopuszcza cierpienia, aby stała się do Niego po latach prób i cierpień we własnym domu, Małgorzata mogła spełnić swoje głębokie pragnienie: wstąpiła do zakonu. Miała wtedy 24 ciągle czuła obecność Pana Jezusa obok siebie, bez względu na to, co robiła: modliła się, pracowała, towarzyszyła siostrom w rekreacji. Pan Jezus był stale jej spowiednik ją rozumiał. Inni żartowali z niej, często nazywając "marzycielką".Jeden z wizerunków św. Małgorzaty Marii AlacoqueTajemnicę swego Najświętszego Serca Pan Jezus objawiał św. Małgorzacie 4 tych spotkań ukazywał jej Swoje Serce otoczone koroną cierniową, przebite i płonące że Jego miłość do ludzi jest tak wielka i żarliwa, że dosłownie spala Jego Serce. A zarazem grzechy ludzi tak Go ranią, że ciągle towarzyszy Mu korona by św. Małgorzata mówiła o tym ludziom i zachęcała do nabożeństwa do Jego Najświętszego Serca. Obiecał wiele łask dla każdego, kto będzie spowiadał się i Komunię św. przyjmował w pierwsze piątki miesiąca, czcił obraz Serca Jezusa oraz odmawiał Litanię do Najświętszgo Serca Jezus objawia św. Małgorzacie swoje Najświętsze najważniejszego z objawień doszło 19 czerwca 1675 r., w oktawie Bożego Ciała. Św. Małgorzata Maria klęczała przed Najświętszym Sakramentem, kiedy ujrzała Pana Jezusa. Odsłonił On swe Serce i powiedział: "Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że niczego nie szczędziło, aż do wyczerpania i wyniszczenia się, by im dać dowody swej miłości. A w zamian od większości ludzi doznaję tylko niewdzięczności przez nieuszanowania i świętokradztwa, przez oziębłość i pogardę, z jaką się odnoszą do Mnie w tym Sakramencie miłości". Podczas tego objawienia Jezus zażądał, aby w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała odbywała się szczególna uroczystość ku czci Jego Serca i aby w tym dniu przystępowano do Komunii św. oraz uroczyście wynagradzano zniewagi, jakich Serce Jezusowe doznaje od Najświętszego Serca Pana JezusaWizerunki św. Małgorzaty i Pana JezusaSprawdź, ile pamiętasz!I to już właściwie koniec!Zapraszam Cię do modlitwy Litanią Do Najświętszego Serca Pana JezusaMożesz pomodlić się wspólnie z ludźmi z tych filmów. Wybierz, co wolisz: zaśpiewać czy przeczytać?Najświętsze Serce Jezusa, zmiłuj się nad nami!Jeśli chcesz poznać cały życiorys św. Małgorzaty i historię objawień Serca Pana Jezusa, kliknij całe zdanie!Jeśli chcesz wiedzieć więcej o nabożeństwie do Najświętszego Serca Pana Jezusa, kliknij te zdanie! JAK OCZYŚCIĆ KURZE SERCA: najświeższe informacje, zdjęcia, video o JAK OCZYŚCIĆ KURZE SERCA; Drób, czyli ptactwo, plus królik
Gry Wszystkie emotikony Slang Cytaty Nowy Strona główna » Quote » William Shakespeare » „Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu.“ — William Shakespeare Tags:mienieotwarcieSercezaufanie Powiązane cytaty „Zaufanie jest oazą w sercu, do której nie dociera karawana myśli.“ — Khalil Gibran „Piękno jest otwartym listem polecającym, który z góry zdobywa dla nas serca.“ — Arthur Schopenhauer „Miej zaufanie do mnie to i ja w ciebie nie zwątpię…“ — Grubson
Nalewka malinowa :o)) Piłam niedawno świetną nalewkę malinową. Nie dość, że jest bardzo prosta w przygotowaniu to jeszcze wyśmienicie smakuje no i ma walory lecznicze oczywiście :o)) Składniki: 1 kg malin 0,75 kg cukru 0,5 l wódki (jakiejś zwykłej najtańszej) 0,25 l spirytusu Potrzebny będzie jeszcze.
Wszystkie cytaty pisarza Definicje od Shakespeare William . Biografia Shakespeare William: (1564-1616), angielski poeta, dramaturg i aktor; najwybitniejszy dramaturg świata Głębokie znaczenie: Cierpienia Stanowią Łańcuch, A Zarazem Wątek Naszego Żywota co to jest. To, Że Umarł, Nie Jest Jeszcze Dowodem, Że Żył definicja. Natura Nie Łamie Swych Praw co znaczy. Pięknem W Sztuce Jest Życie Ludzkie. Sztuka Rośnie, Kiedy słownik. Życie Filozofa Nie Jest Niczym Innym Jak Medytacją Nad znaczenie. To Człowiek, Który Obiecuje Coś, Czego Inni Nie Są W Stanie definicja.
Jedną z metod leczenia tego nadciśnienia są operacje, w których wytwarza się pomosty naczyniowe, omijające "przeszkadzającą" w przepływie krwi wątrobę. Żylaki przełyku - jeden z objawów nadciśnienia wrotnego, leczy się. Śr, 30-07-2008 Forum: Uzależnienia - Marskosc watroby. utworzone przez Pozytywne Cytaty | 0 komentarzy Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. – William Szekspir Prześlij komentarz Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Komentarz Nazwa E-mail Witryna internetowa Zapisz moje dane, adres e-mail i witrynę w przeglądarce aby wypełnić dane podczas pisania kolejnych komentarzy.

Ja na ruch nie moge narzekac, codzienne marsze, ale to deptanie w pokojach to chyba nie daje za wiele ruchu?. -- Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu W. Shakespeare. Cz, 06-10-2022 Forum: Vistula - Re:tarczyca TSH

Pamiętaj, że jeste¶ człowiekiem. Podobne: - Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. - IdĽ przez życie z podniesionym czołem, a nie z zadartym nosem. - Czerp z innych, ale nie kopiuj ich. B±dĽ sob±. - Trzeba być powolnym w rozważaniach i szybkim w działaniu. - Próbujmy przystosować się do życia, bo ono do nas się nie przystosuje. - Żyj według życiorysu, który chciałby¶ sobie napisać. - Sztuka życia to sztuka unikania cierpień. - Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od ¶wiata, a dużo od siebie

-- Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu W. Shakespeare Re: Smacznego śniadania! dzis omlet z koktajlowymi pomidorkami zrobilam i wczorajasza surowke z por/seler/marchewki/majonez ociupinke i yorurt, smakowalo wysmienicie,zapomnialam fotke zrobi,ale wyobrazsie sobie pomidorowe plastry w onlecie z bazylja/cytrynowym pieprzem i

Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj Shakespeare

Dzisiaj pokazali w Tv, ze stoja juz wojskowe namioty i dobudowuja nowe dla uchodzcow blisko Lund, na pare tysiecy osob. Nie wiem jak sie Ci ludzie pokloraja w zime, ogrzewanie elektryczne zapewniaja. Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu W. Shakespeare. Pt, 16-10-2015 Forum: Vistula - Re: Uchodzcy
Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości. Nie poddawaj się rozpaczy. Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne. Żartuje z blizny, kto nie zaznał rany. Kochaj wszystkich. Ufaj niewielu. Bądź gotów do walki, ale jej nie wszczynaj. Pielęgnuj przyjaźnie. Jak się kobieta uprze to diabła przegada. Płakać z płaczącym, to ulga w cierpieniu. Lepiej być o trzy godziny za wcześnie niż o minutę za późno. Jedni przez grzech się wznoszą, inni przez cnotę upadają. Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. Ach! Jak gorzko przyglądać się szczęściu poprzez cudze oczy. O ileż lepiej płakać z radości, niż znajdować radość w płaczu. Być albo nie być, oto jest pytanie. Nie, nie przysięgaj na niestały księżyc, który zmienia swój blask od świtu do nowiu, bo twoja miłość podobnie zmaleje. Jak fale morskie ku piaszczystym brzegom, tak nasze chwile dążą ku końcowi. Miłość to żar co w oku szczęśliwego płonie, morze łez w którym nieszcześliwy tonie. Więdną, gdyż nazbyt szybko rozkwitają. Rozumiem furię w twoich słowach, ale nie rozumiem słów. Któż się powstrzyma, kto serca nie ma do miłości, a w nim odwagę by o niej powiedzieć.
Immanuel Kant W nieugiętym proteście przeciw złu kryje się cały sens życia. Antoni Czechow Trzeba działać jak człowiek myś­lący, trzeba myśleć jak człowiek czynu. Henri Bergson Każdy musi odkryć własną drogę. Jean Paul Sartre Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. William Szekspir Biada tym, którzy zło

Serce miej otwarte na wszystkich , zaufaj niewielu. polskie cyaty cytat po polsku cytaty life quotes quotes pozytywne myślenie positive polskie zdania polskie słowa polski tumblr polski tekst See more posts like this on Tumblr #polskie cyaty #cytat po polsku #cytaty #life quotes #quotes #pozytywne myślenie #positive #polskie zdania #polskie słowa #polski tumblr #polski tekst More you might like Kiedy życie daje ci w się i z politowaniem powiedz : “Bijesz się jak ciota” polskie cyaty cytaty cytat po polsku life quotes quotes pozytywne myślenie pozytywnie positive motivation motivating quotes motywacja happy smile polskie zdania polskie słowa polski tekst polski tumblr Jeśli masz zamiar w coś wątpić, to zacznij wątpić w swoje ograniczenia. polskie cyaty cytat po polsku cytaty life quotes quotes happy smile pozytywne myślenie pozytywnie positive motywacja motivating quotes motivation polskie zdania polskie słowa polski tekst polski tumblr Od gwiazd pochodzimy i ku gwiazdom zmierzamy. Życie jest jedną wielką podróżą w nieznane. cytaty polskie cyaty cytat po polsku life quotes quotes pozytywne myślenie pozytywnie positive podróże trip travel live po polsku polskie zdania polskie słowa polski tekst polski tumblr Chroń serce, a reszta sama się obroni. polskie cyaty cyatat cytat po polsku life quotes love quotes quotes pozytywnie pozytywne myślenie positive motivation motivating quotes motywacja prawdziwe true życiowe polskie zdania polskie słowa polski tumblr polski tekst Ciesz się każdym momentem życia , uśmiechaj się i nie żałuj niczego, co dało ci szczęście choć na ułamek sekundy… polski cytat cytat po polsku cytaty life quotes quotes motivating quotes motivation positive smile big smile heppy heppyday pozytywne myślenie polski tumblr followme my life polskie zdania polskie cytaty inspiracja Ze szczęściem czasem bywa tak jak z okularami, szuka się ich, a one są na nosie. polski cytat cytat po polsku cytaty life quotes quotes pozytywne myślenie pozytywnie pozytywizm positive motywacja motywator motivation motivating quotes happy polskie zdania polskie cytaty polskie słowa polski tumblr polski tekst Nie rujnuj dobrego dnia, myśląc o negatywny ma szanse być dużo lesze. polskie cytaty polski cytat cytat po polsku cytaty life quotes quotes positive pozytywne myślenie pozytywnie motywacja motivating quotes motivation happy polskie zdania polskie słowa polski tekst polski tumblr poland Człowiek który nie popełnia błędów zwykle nie robi niczego. polski cytat cytat po polsku cytaty life quotes quotes pozytywnie positive pozytywizm pozytywne myślenie motywacja motywator motivation motivating quotes polskie cytaty polskie zdania polskie słowa polski tekst polski tumblr follow Wszystkie bitwy naszego życia czegoś nas uczą, nawet te, które przegraliśmy. cytaty polski cytat cytat po polsku life quotes quotes happy motivation motywacja motywator pozytywne myślenie pozytywnie positive follow polskie cytaty polskie zdania polskie słowa polski tumblr live życiowe true prawdziwe cytaatyzksiazek cytaatyzksiazek “Nie ma nic złego w tym, że jest się innym.” — See this in the app Show more

Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. [ William Shakespeare ] Trzeba przeżyć swoje życie, takie jakie jest. [ Jean Francois Catalan ] Sztuka życia – to cieszyć się małym szczęściem. [ Phil Bosmans ] Trzeba tak żyć, żeby można było mieć szacunek dla samego siebie. [ Maksym Gorki ]
Ron Weasley już od dawna nie był taki wściekły. Stał się obiektem plotki, mówiącej o kompletnej bzdurze! On i ta głupia, stara jędza? Kto mógł mu zrobić coś takiego i wymyślić kłamliwą wiadomość, która obiegła całe Ministerstwa? I kto, do cholery, napisał ten durny liścik? W ciągu kilku godzin, z członka Złotego Trio, zmienił się w kochanka podstarzałej plotkary. Przystanął na korytarzu gdy usłyszał zduszony chichot. Odwrócił się na pięcie i zauważył Lavender Brown, która wyglądała jakby zaraz miała wybuchnąć śmiechem. — Co cię tak śmieszy? — warknął, a ona rozbawiła się jeszcze bardziej. — Nic, Weasley, chciałam ci tylko życzyć szczęścia na nowej drodze życia... Mówiąc to nie wytrzymała i głośno się zaśmiała. Ron zacisnął dłonie w pięści, a Lavender zniknęła z jego pola widzenia. Na jego nieszczęście, odwracając się zauważył kolejne dwie osoby, których widok przyprawiał go o wściekłość. Draco Malfoy wraz z Hermioną Granger stali na korytarzu prowadzącym do atrium i o czymś rozmawiali. Weasley warknął cicho. Tylko ich tutaj brakowało...! Nagle coś zrozumiał. To oni, to oni! Jego mózg szalał, by wyciągnąć tragiczne dla niego wnioski: to oni rozpuścili tą plotkę, tak był tego pewien. Jednak... musieli mieć motyw. Jaki? A potem wszystko do niego dotarło. Jakimś cudem dowiedzieli się, że to on był informatorem Skeeter i to dlatego wymyślili plotkę o nich! Oparł się o ścianę, nie wiedząc co ma robić. Nie mógł pójść do Hermiony by ją oskarżyć, bo jednocześnie pogrążyłby siebie. Przeklinał swoją głupotę. Mógł wysłać anonimową sowę do "Czarownicy”, a on głupi zgodził się na spotkanie z tą wiedźmą. Nie przemyślał swojego postępowania, a teraz odbierał tego owoce... Zaklął cicho po czym spojrzał w miejsce, gdzie wcześniej rozmawiali Malfoy i Granger. Teraz stała już tam tylko dziewczyna i patrzyła nieobecnym wzrokiem w dal. *** Następnego dnia Hermiona dostała krótką notatkę od Malfoya, informującą o godzinie jej wizyty u magicznego ginekologa. Dziewczyna miała stawić się o osiemnastej na oddziale uzdrowiciel Finnigan. Hermiona musiała to przyznać - denerwowała się. Nie miała pojęcia jak będzie przebiegać taka wizyta i nie miała kogo się spytać - Ginny pojechała razem z Harry'm na parę dni do Paryża na konferencję zrzeszającą przeciwników czarnej magii z całego świata. Dziewczyna wiedziała, że była to służbowa wizyta, ale i tak zazdrościła tej dwójce chwili odetchnięcia od ciągłej pracy. Nie bez powodu zdecydowała się na mugolskiego lekarza - ona sama była w ten sposób urodzona, ciążę jej mamy prowadził przecież mugol i jakoś dziwnie czuła się z myślą, że w jej przypadku mógłby to by czarodziej. Mimo wszystko cieszyła się, ponieważ słyszała wiele dobrych słów o mamie Seamusa Finnigana, doświadczonej uzdrowicielce, zajmującej się dziećmi i ciążami czarodziejów. Doszły ją również słuchy jak ciężko znaleźć u niej wolny termin... No cóż, widocznie bycie szanowanym uzdrowicielem pomaga. Hermana prychnęła na tą myśl. Malfoy szanowanym uzdrowicielem... Nie umiała sobie tego wyobrazić, wolała myśleć, że trochę złota przeszło z ręki do ręki. Cóż, w tym wypadku się myliła. Malfoy w latach po wojnie stał się jednym z lepszych uzdrowicieli młodszego pokolenia. Granger jednak nie umiała - a może nie chciała - myśleć tak o Malfoyu. O tym okropnym, wrednym dupku, który uprzykrzał jej życie od tylu lat! Z jednej strony czuła, że jest to jakieś zadośćuczynienia za świństwa czynione w szkole, ale z drugiej nie umiała uwierzyć że były Ślizgon tak bardzo się zmienił. Może, po śmierci ojca - bo nie było tajemnicą, że Lucjusz Malfoy zmarł w Azkabanie od razu po wojnie - coś w nim tknęło i zrozumiał swoje błędy? Ale nie, to chyba niemożliwe. Malfoy, TEN Malfoy mógłby być dobrym człowiekiem? Hermiona należała do osób, które nie oceniają ludzi po okładce, ale jednocześnie z trudem przebaczają. Raz skrzywdzona zawsze umiała długo chować urazę, co było jej utrapieniem od długiego czasu. Często udawała jednak, że już się gniewa, gdy tak naprawdę wszystko w niej szalało ze złości. Dlatego też nie mogła być z Ronem. Chłopak bardzo często, choć w większości przypadków nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, ranił ją swoją postawą i zachowaniem. Szósta klasa była chyba najgorszą; Ron pomimo, że zdawał sobie sprawę z uczuć Hermiony to i tak wciąż ranił ją i dawał powody do smutku. Po pracy, w której dziś wyjątkowo nie miała wiele do zrobienia, udała się do domu by odświeżyć się i przebrać. Wzięła prysznic, a później założyła kremową sukienkę. Ostatnie dni stały się coraz zimniejsze, więc na ramiona zarzuciła czarny płaszczyk i wyszła z domu. Idąc ulicą denerwowała się coraz bardziej. Obcasy butów stukały o chodnik, a wiatr rozwiewał jej rozpuszczone włosy. Podeszła do opuszczonego sklepu i czekała na reakcję manekina. Skinął jej na znak zgody na wejście, a ona wkroczyła w szybę, by później znaleźć się w otulonym bielą wnętrzu Szpitala Świętego Munga. Jak zwykle wewnątrz przebywali różni ludzie - począwszy od kobiety z trzema rękami, kończąc na małej dziewczynce o oczach żaby. Powoli doszła do recepcjonistki i starając się brzmieć pewnie powiedziała: — Dzień dobry, jestem umówiona z uzdrowiciel Finnigan na osiemnastą. Kobieta zmierzyła ją wzrokiem od góry do dołu, zatrzymując się na (jeszcze) zgrabnym brzuchu. Zacmokała, po czym spojrzała na swoje biurko. Hermiona nie umiała dojrzeć na co patrzy, ale przypuszczała ze miała tam coś na kształt magicznego komputera, jeżeli można to tak nazwać. — Hermiona Granger, tak... Piętro trzecie, pierwsze drzwi na prawo. Dziewczyna grzecznie podziękowała, po czym udała się do windy, wciąż czując na sobie wzrok recepcjonistki. Zauważyła też, że kobieta podniosła się z miejsca i pospieszyła do swojej koleżanki mającej swoje biurko obok niej. Hermiona prychnęła, zdając sobie sprawę ze kobieta poszła podzielić się najnowszymi informacjami. Ludzie nie mają własnego życia, naprawdę?, pomyślała. Winda powoli ruszyła, by zatrzymać się na pierwszym piętrze, na którym do dziewczyny dosiadł się wysoki, przystojny brunet w białym lekarskim fartuchu. Hermiona spięła się gdy przez przypadek dotknął jej ramienia, nie rozumiała jednak swojej reakcji. Zmusiła się do rozluźnienia mięśni, by obdarzyć nieznajomego wymuszonym uśmiechem. Mężczyzna odpowiedział jej tym samym, ukazując rząd białych zębów. W końcu winda zatrzymała się na trzecim piętrze, a brunet przepuścił Hermionę w drzwiach i również wyszedł. Chwilę szli obok siebie, a później dziewczyna zauważając po prawej stronie drzwi z tabliczką "Oddział magicznego położnictwa, uzdrowiciel Sara Finnigan", zatrzymała się i z wahaniem wcisnęła klamkę. Drzwi ustąpiły, ukazując wąski korytarz. Po swojej lewej stronie dziewczyna zauważyła krótko ostrzyżoną dziewczynę siedzącą przy małym biurku. Nie wiedząc co innego ma zrobić, Hermiona zbliżyła się do dziewczyny i powiedziała: — Dzień dobry, byłam umówiona na... — Och, panna Granger! — przerwała rozentuzjowana, prawie rozlewając kawę, którą trzymała w ręce. — Pani Finnigan już czeka, proszę tutaj... Szybko wstała i otworzyła drzwi naprzeciwko biurka. Środek sali zaskoczył Hermionę, bo była to zwykły gabinet lekarski, podobny do tego, w którym niedawno była. Duże, białe (tak jak większość wystroju szpitala) biurko stało na środku. W gabinecie znajdowało się również proste łóżko i kilka szafek. — Proszę pani, panna Granger już jest — krótkowłosa dziewczyna zwróciła się do kobiety siedzącej za biurkiem. — Tak, tak, bardzo Ci dziękuję Emmo... Proszę, niech pani siada. Hermiona posłusznie weszła do środka i usadowiła się w fotelu przy biurku. Mama Seamusa nie zmieniła się wiele od ich ostatniego spotkania na finale Mistrzostw Świata w Quddichu lata temu, różnicę stanowiły tylko dodatkowe zmarszczki na jej twarzy. — Bardzo mi miło znów panią zobaczyć, panno Granger — stwierdziła uzdrowicielka z uśmiechem. — Myślę, że nie chce pani przedłużać, wiec może zaczniemy? Hermiona odpowiedziała uśmiechem i skinęła głową. Wizyta przebiegła zaskakująco dobrze. Na początku, kobieta wpisała w kartę wszelkie potrzebne jej informacje, a później poprosiła Hermionę o zajęcie miejsca na łóżku. Dziewczyna była lekko zestresowana, ale okazało się ze nie musi się nawet rozbierać. Uzdrowicielka przyłożyła różdżkę do jej brzucha, a na dziwnym urządzeniu umieszczonym na szafce zaczęły pojawiać się różne odczyty. Największym jednak zaskoczeniem był fakt, że może poznać płeć dziecka. Mugolski sprzęt pozwalał na to dopiero około czwartego miesiąca, czarodzieje mogli zrobić to już od początku ciąży. Nie zdziwiła się zbytnio gdy Finnigan oznajmiła jej jaka będzie to płeć. Przeczuwała ją, a jej podejrzenia się sprawdziły. Wychodząc z gabinetu cieszyła się, że Malfoy namówił ją na tę wizytę. Na pewno by mu się do tego nie przyznała, ale właśnie przekonała się na własnej skórze, że czarodzieje są znacznie do przodu, jeśli chodzi akurat o tej rodzaj medycyny. Mówiąc o Malfoyu... Dziewczyna stanęła jak wryta, gdy zobaczyła go opartego o biurko krótkowłosej Emmy i bezczelnie z nią flirtującego. Hermiona musiała przyznać, że biały lekarski fartuch z nonszalancko podwiniętymi rękawami wyglądał na nim bardzo seksownie. Gdy tylko ją zobaczył uśmiechnął się lekko, a ona trochę się zawstydziła. Mimo wszystko, podniosła dumnie głowę i ruszyła w jego kierunku. — Co ty tu robisz, Malfoy? — warknęła. — Jeżeli chcesz się przebadać, to oddział dla chorych psychicznie jest na innym piętrze... Emma spojrzała na Hermionę zaskoczona jej słowami, ale ona tylko wywróciła oczami. — Dziękuję za miłą rozmowę, Emmo — powiedział Malfoy, a dziewczyna zaszczebiotała coś o przyjemności i niesamowitych mężczyznach. Hermiona nie słuchała tego, nagle zdając sobie sprawę w tym momencie z jednej rzeczy: Malfoy nie jest z nią w związku, będzie miał różne dziewczyny, a później żonę, a ona będzie sama jak palec, no bo kto będzie chciał ją z dzieckiem? Prawda uderzyła w nią z impetem wpadnięcia na ścianę. Wcześniej zdawała sobie sprawę z tego, ale dopiero teraz zrozumiała jak trudno będzie jej samej z takim maluszkiem... Malfoy patrzył na dziewczynę, a ona wyglądała na zdeterminowaną. Ona ciągle go zaskakiwała! Rzeczywiście, w tym momencie Hermiona poprzysięgła sobie w duchu, że da sobie radę bez względu na wszystko. — Chodź, Granger — mruknął Malfoy i pociągnął dziewczynę za drzwi, odprowadzany pełnym uwielbienia wzrokiem Emmy. — Puść mnie! — warknęła gdy i wyszarpała swoje ramię z jego uścisku, gdy tylko znaleźli się na korytarzu. — Nie mam trzech lat, umiem sama przejść przez drzwi...! — Przykro mi, Granger, ale często dajesz mi powody żeby w to wątpić. — Czyżbyś chciał powiedzieć, że jesteś pedofilem? Hermiona pełnym triumfu wzrokiem patrzyła na reakcję mężczyzny, który delikatnie zmrużył oczy, by później powiedzieć: — Mówiłem o twojej psychice, Granger, bo osobiście nie znam trzylatki o takim ciele... — Boże, Malfoy! Dziewczyna przewróciła oczami i westchnęła, po czym odwróciła się w stronę windy. Już miała wchodzić gdy drogę zastąpiły jej silne ramiona mężczyzny. — Czego ty ode mnie chcesz?! — wysyczała i odwróciła się w jego stronę, wiec teraz praktycznie stykali się torsami. Hermionie przyspieszyło serce, wiec delikatnie odsunęła się od Malfoya, modląc się by on nie poczuł jej reakcji. Niestety, Draco doskonale zdał sobie sprawę jak Hermiona zareagowała na jego dotyk, wiec tylko posłał jej swój malfoyowski uśmieszek i pochylił się by szepnąć: — Naprawdę chcesz, by nasze dziecko miało rodziców traktujących się w ten sposób? Hermiona nie wytrzymała. — Chce, żeby nasze dziecko miało dobre życie, pełne miłości i radości, nieważne jakim kosztem — warknęła. — Nie pomagasz mi, Malfoy, naprawdę! Nie wiem jak ty, ale nie chce by nasz syn miał skłóconych rodziców, ale zachowujesz się... Hermiona przerwała swój monolog, orientując się co powiedziała. Malfoy zamarł, po czym delikatnie odsunął się do dziewczyny, z dziwnym wyrazem na twarzy. — Syn? — powiedział wolno, a Hermiona uśmiechnęła się lekko. — Syn. Mężczyzna krzyknął z radości i wziął Hermionę w objęcia, obracając ją w powietrzu, przy głośnym wtórze protestów ale i śmiechów dziewczyny. Gdy w końcu stanęła na własnych nogach, poczuła się trochę dziwnie, ale z drugiej strony naprawdę cieszyła się z reakcji blondyna. — Będę miał syna, syna, syna! — Malfoy podśpiewywał pod nosem wciąż śmiejąc się jak głupi, a Hermiona stała, rozbawiona jego reakcją. Chłodny, wredny Malfoy naprawdę się cieszył? Było to dla niej zupełnie nowe doświadczenie. W końcu Draco opamiętał się na tyle, by powiedzieć: — Zawsze chciałem mieć pierworodnego syna. Dziewczyna spojrzała na niego z ciekawością. Nie znała go od tej strony, ale szczerze mówiąc, podobało jej się to. — Cieszę się, Malfoy — powiedziała, a on spojrzał na nią i zrobił coś, czego nigdy nie robił — uśmiechnął się do niej całkiem szczerze. — Co nie zmienia faktu, że jesteś niezrównoważony psychicznie... — Boże, nawet taką chwile musisz psuć, Granger! — Malfoy powrócił do swojego zwyczajnego tonu. — Nie wiedziałam, że jesteś taki pobożny, Malfoy. — A ja nie wiedziałem ze jesteś taka złośliwa. — Znasz to powiedzenie "Z kim przystajesz, takim się stajesz"? — Nie, ale znam "Złość piękności szkodzi". Uspokój się Granger, bo twoja buźka przestanie być taka piękna. Dziewczyna zacisnęła zęby, a potem usłyszała chrząkniecie. Oboje odwrócili się jak na komendę i zauważyli owego wysokiego bruneta, którego Hermiona spotkała w windzie. — Przepraszam, że przeszkadzam, ale panie Malfoy… mamy ósemkę. Draco zaklął. — Dobrze, Michael, już idę. Brunet skinął głową i szybkim krokiem oddalił się. — Ósemka? Zaklęcie czarnomagiczne? — zapytała Hermiona marszcząc nos. — Tak... Musze lecieć, Granger... Dziewczyna skinęła głową, a on odwrócił się i pobiegł w stronę korytarza, w którym wcześniej zniknął Michael. Hermiona stała tak chwilę, zastanawiając się nad po czym weszła do windy, która zawiozła ją na parter. Wyszła przez szybę, a gdy znalazła się na ulicy, teleportowała do Ministerstwa Magii. ~*~*~*~*~*~*~*~*~ Witam, witam i o zdrowie pytam! Ten rozdział jest w całości napisany na komórce – trochę na plaży, trochę w autobusie ;) Mam nadzieję, że wybaczycie mi wszystkie błędy, ale chciałam go dodać jak najwcześniej, zmotywowana tyloma komentarzami! Podoba mi się on, nie powiem :) Dzięki za wszystko! <3 Enjoy, xx
Listen to many, speak to a few. - Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. #4. The rest is silence. - Reszta jest milczeniem. #5. All’s well that ends well. - Wszystko dobre, co się dobrze kończy. #6. A horse! A horse! My kingdom for a horse! - Konia! Konia! Królestwo za konia! #7. All the world’s a stage,
Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. /William Szekspir/ ————————————————————————————————————————————— Zamyślenia

Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu. The rest is silence. Reszta jest milczeniem. What is in a name? That which we call a rose by any other name would smell as sweet. Czym jest nazwa? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało. All’s well that ends well. Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

Dziś, 23 kwietnia 2016 r. przypada 400. rocznica urodzin najwybitniejszego dramaturga wszech czasów. Bal u Kapuletów, zbrodnia Makbeta na królu Dunkanie. To tylko wycinek z oceanu twórczości Williama Szekspira. Twórczości, za którą pokochał go cały świat. No, może nie od razu, ale o tym za chwilę. Szekspir przyszedł na świat 23 kwietnia 1564 r. w Stratford. W ciągu swojego życia napisał 38 sztuk, 154 sonety, ale także wiele utworów innych gatunków. Kunszt i geniusz pisarza doceniono dopiero po jego śmierci. Mało kto wie, że wszystkie księżyce Uranu (a jest ich 27) ochrzczono imionami szekspirowskich bohaterów. Poza tym, czy myślicie, że William całe dnie spędzał przy pergaminie i z piórem w ręku? Nie, nie moi drodzy. To scena była jego żywiołem. Na pierwszym miejscu nie stawiał przestrzegania zasad. Liczyła się dla niego umiejętność wrodzonej improwizacji. Sam pisarz nie pozostawił nam tylko dzieł, które zamieszczane są na pierwszych stronach arkuszy gimnazjalnych i maturalnych. Jego twórczość jest żywa, a zdania: „Kobiety też ludzie”, „Nawet diabeł mówi czasem prawdę” czy „Nawet diabeł nie pożre kobiety” świadczą o wyjątkowym poczuciu humoru. Szekspir wzbogacił też język o nowe słowa, takie jak: gałka oczna, zabójstwo, splamiony krwią czy idiomy: przełamać lody. Wspomniałam już, że Szekspir nie cieszył się sławą za życia. Ba, musiał znosić ze stoickim spokojem wszystkie złośliwe docinki na swój temat. Wolter uważał, że „Hamlet” jest dziełem „pijanego dzikusa”, a George Bernard Shaw chciał pisarza „wykopać i obrzucić kamieniami”. Napisał nawet o tym w gazecie. Zatem być, czy nie być? Szekspir wybrał opcję numer jeden. I chyba nikt dzisiaj nie ma wątpliwości, że była to trafna decyzja? → Klaudia Łączkowicz • foto:

Trzy dni temu portal „newsweek.pl” opublikował wywiad Marcina Wojciechowskiego z Tomaszem Piątkiem – pisarzem i publicystą, autorem bestsellerowej książki „ Macierewicz i jego tajemnice”. Ludzi online: 3720, w tym 90 zalogowanych użytkowników i 3630 gości. Wszelkie demotywatory w serwisie są generowane przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności.
Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu — William Szekspir ~oOo~ Rozmawiali przez niemal całą godzinę. Niekiedy o błahych, prozaicznych sprawach, a
Serce miej otwarte dla wszystkich, zaufaj niewielu— William Szekspir Rozmawiali przez prawie godzinę, niekiedy o błahych, prozaicznych sprawach, a niekiedy o tym, co działo się w czarodziejskim świecie. Syriusz nie omieszkał opowiedzieć o Zakonie Feniksa oraz tajnej misji dla Dumbledore'a. I choć nie zdradził żadnych szczegółów, jak na przykład czego owa misja dotyczyła, przez długą chwilę snuł historię o podróży po Europie i Afryce. Harry z fascynacją wsłuchiwał się w każde słowo, próbując wyobrazić sobie rozpalone słońcem stepy, krwiożerczą mantykorę oraz miasto na wodzie pełne wąskich uliczek z licznymi straganami, kanałów z przecinającymi je gondolami i katedr. W końcu Syriusz spojrzał na zegar. — Podejrzewam, że wkrótce wróci nietoperz, by mnie stąd wygonić. Harry przygryzł wargę. Zastanawiał się, kiedy jego ojciec chrzestny będzie mógł go ponownie odwiedzić. Domyślając się, co chodzi Harry'emu po głowie, Syriusz dodał: — Bez obaw, przed wyjściem utnę sobie ze Snape'em małą pogawędkę na temat kolejnej wizyty. Chętnie zaprosiłbym cię do mojego domu, ale teraz jest siedzibą Zakonu i codziennie przewija się przez niego tabun ludzi. Weasleyowie zostali nawet na resztę wakacji. Harry'emu zabiło szybciej serce. — Ron jest teraz u ciebie? — Zgadza się. Hermiona też przyjechała. Dziś rano minąłem ją na korytarzu. — Możesz im przekazać, że wszystko ze mną w porządku i żeby się nie martwili? Oraz że odpiszę, jak tylko będę mógł? — Jeszcze nie wiedział, co dokładnie im w listach przekaże, tak, aby wszystko wyjaśnić bez zdradzania niczego istotnego, ale na pewno coś wymyśli. — Hermiona napisała, że nie wierzy w moje rzekome magiczne wyczerpanie. Ona nie wierzy nawet, że w ogóle byłem wtedy w ministerstwie. Nie ma więc sensu udawać, że tak strasznie źle ze mną, że aż jestem nieprzytomny. — Nie ma problemu — zapewnił go Syriusz. Następnie położył dłonie na ramionach Harry'ego i spojrzał mu prosto w oczy. — Niczym się nie przejmuj i dbaj o siebie. I pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Gdybyś miał jakieś kłopoty czy chciał, o czymś porozmawiać, wyślij Hedwigę. Harry przytaknął, czując, że głos odmawia mu posłuszeństwa. Nie umiał wyrazić, jak bardzo wdzięczny był losowi za to, że Syriusz się nie odwrócił od niego. Coś z tych emocji musiało odbić się na jego twarzy, bo mężczyzna zdawał się Harry'ego rozumieć. Harry nie wiedział jednak, czemu to sprawiło, że Syriusz posmutniał. Mężczyzna uśmiechnął się pokrzepiająco, choć uśmiech ten nie sięgał oczu. Pożegnawszy się, wyszedł z jadalni. * * * Już następnego ranka przy śniadaniu wielki puchacz wleciał do jadalni i wylądował obok talerza Harry'ego. Snape spojrzał na ptaka z odrazą, na co sowa odwdzięczyła się, kłapiąc groźnie dziobem. Harry odwiązał pergamin od nóżki zapraszająco wyciągniętej w jego stronę i od razu rozpoznał pismo ojca chrzestnego. W liście Syriusz informował, że odwiedzi Prince Manor dopiero pod koniec tygodnia, ponieważ najpierw musi uprzątnąć rodzinny dom z najbardziej groźnych czarnomagicznych obiektów. Ród Blacków nie należał do zbyt przyjaznych, więc chwilowo nie było w domu bezpiecznie (ostatnio srebrna cukiernica próbowała odgryźć Fredowi wszystkie palce). Napisał też, że zabierze ze sobą Lunatyka. Harry schował list do kieszeni i zaoferował sowie kawałek bekonu. Puchacz chwycił go w dziób i z potężnym zamachnięciem skrzydeł wzbił się w powietrze. W porę Snape uchylił się, unikając grzmotnięcia w głowę. Następne dni minęły spokojnie. Harry skupił się na odrabianiu zadań domowych i czytaniu oprawionej w skórę księgi, z którą Snape nakazał się zapoznać („Podstawy czarodziejskiego prawa i ustroju politycznego Anglii”), a także powoli przyzwyczajał się do towarzystwa Snape'a oraz rutyny panującej w Prince Manor. Mężczyzna nie wracał więcej do incydentu z ucieczką, ale widać było, że postawił sobie za punkt honoru pilnowanie Harry'ego. Jakimś dziwnym trafem w pobliżu zawsze krzątała się Milly, a i sam Snape sprawdzał czasami, co się z Harrym dzieje. Samemu Harry'emu nie przeszkadzało to za bardzo. Zbyt obawiał się ponownego ataku postcruciatusowego, więc uspokajała go myśl, że w razie problemów ktoś będzie w pobliżu. Nadal codziennie pił eliksir post-Crucio, lecz czuł się gorzej niż przed próbą ucieczki. Dotyk nie sprawiał mu dyskomfortu jak w pierwszych dniach po odzyskaniu przytomności, ale za to nieustannie chodził zmęczony, łatwo się irytował, a jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Były to drobne rzeczy — kilka razy potknął się, choć nie powinien, lub nie mógł uchwycić pióra — jednak stanowiły dowód, że zdrowie Harry'ego pogorszyło się i czeka go jeszcze długa droga, zanim zupełnie je odzyska. W wolnym czasie rozpakował prezenty od przyjaciół — Hermiona kupiła mu książkę na temat ochronnych zaklęć, Ron półroczną prenumeratę magazynu „Świat Quidditcha”, państwo Weasleyowie, jak i Hagrid, wielkie pudło słodkości domowej roboty, a Syriusz futerał na różdżkę oraz specjalny naramiennik („Taki jak mają aurorzy! Różdżka w mig gotowa do pojedynku!” głosiła karteczka przypięta do pudełka) — i spróbował ułożyć list. Ostatecznie postanowił zaadresować go wspólnie do Rona i Hermiony. Drogi Ronie i Hermiono, Syriusz powiedział mi, że znajdujecie się teraz w jego domu, który jest kwaterą Zakonu Feniksa. Jestem pewien, że przekazał Wam ode mnie wiadomość. Harry zagapił się w pusty pergamin, zastanawiając się, jak ten cały bałagan wyjaśnić. W końcu — po bardzo długiej chwili — zanurzył pióro w kałamarzu i napisał: Masz rację, Hermiono, to nie ja przemawiałem w ministerstwie. Profesor Dumbledore wypił Eliksir Wielosokowy i to on rzucił tamto zaklęcie. Jednak to prawda, że nie wracam do Hogwartu. Zacisnął dłoń w pięść. Nienawidził kłamać przyjaciołom, ale nie mógł powiedzieć im prawdy. Przynajmniej nie całej. Starając się przekazać przykre wydarzenia jak najbardziej zwięźle i rzeczowo, kontynuował: W momencie napadu na Privet Drive znajdowałem się poza domem. Mimo to nie uniknąłem konfrontacji i w czasie walki z kilkoma śmierciożercami straciłem różdżkę. Zanim to się stało, udało mi się przywołać Błyskawicę, ale jedna z klątw uszkodziła miotłę. Potem okazało się też, że Lucjusz Malfoy trafił mnie zaklęciem śledzącym, więc dokładnie wiedział, gdzie wylądowałem. Zamiast zabrać mnie do Voldemorta postanowił zemścić się za zniszczenie dziennika. Można powiedzieć, że kiedy mnie znaleziono, nie było ze mną zbyt dobrze. Gdyby nie eliksir, który Snape dla mnie uwarzył, prawdopodobnie nawet nie mógłbym napisać tego listu. To dlatego nie dostaliście ode mnie odpowiedzi oraz nie wrócę do Hogwartu. Minie jeszcze długi czas, zanim zupełnie stanę na nogi. Wiele nie mogę zdradzić, ale miejsce, w którym teraz przebywam, będzie moim domem przez najbliższe lata. Mam tu wszystko, czego potrzebuję, a dom jest ładny i ma wspaniały ogród. Wiem, że jestem tu bezpieczny, bo sam profesor Dumbledore rzucił kilka swoich zaklęć. Ron, Hermiona napisała, że martwisz się najbliższym sezonem quidditcha. Głowa do góry! Na pewno znajdziecie kogoś na moje miejsce. A nawet jeśli nie, to może sam się zgłosisz? Wiem, że wolisz być bramkarzem, ale wierzę, że byś sobie poradził. Ja i tak, nawet gdybym był w Hogwarcie, nie mógłbym grać. Harry PS Dziękuję za prezenty. PSS Od teraz listy będzie przekazywał profesor Dumbledore, bo przesyłanie ich przez sowią pocztę nie byłoby bezpieczne. Ktoś mógłby je przechwycić. Zwinął pergamin w rulonik i odłożył na blat biurka, żeby później przekazać Snape'owi, po czym rozprostował zdrętwiałe od pisania palce. Wiedział, że przez najbliższy czas Snape będzie monitorował treść jego listów, aby upewnić się, że niczego ważnego nie zdradzi — przypadkowo czy też nie. Nie podobało się to Harry'emu, ale jeśli chciał być w stałym kontakcie z przyjaciółmi, nie miał innego wyboru. Nagle w ciszy pokoju rozbrzmiał głośny trzask i Harry aż podskoczył. Gdy się rozejrzał, wszystko wyglądało tak samo, ale na szklanym stoliku — jeszcze chwilę temu pustym — zmaterializowała się srebrna taca z lunchem. Wypuścił długi oddech i nieznacznie rozluźnił ramiona. Kiedy pomasował pierś, pod koszulką poczuł szaleńcze bicie serca. To tylko aportacja domowego skrzata. Jakiś czas temu Milly musiała zniknąć, czego nie zauważył. Była praktycznie bezszelestna, dopóki nie przenosiła ze sobą przedmiotów. Pokręcił głową z rozdrażnieniem i podszedł do stolika. Dopiero teraz zauważył liścik z eleganckim pismem, które mogło należeć tylko do Snape'a: „Musiałem opuścić rezydencję w pilnej sprawie. Nie wiem, kiedy wrócę. W razie problemów wezwij Milly.” SS Mimo że Harry nie był szczególnie głodny, przysunął do siebie tacę i nalał do szklanki dyniowego soku. Przeżuwając kawałek tostu, zastanawiał się, jaka to pilna sprawa zmusiła Snape'a do opuszczenia Prince Manor. Może poszedł spotkanie Zakonu? A może… Może to Voldemort go wezwał? Uch, nawet nie chciał o tym myśleć. W końcu doszedł do wniosku, że trafiła mu się idealna okazja, aby bezpiecznie zbadać dom. Po podsłuchaniu rozmowy Snape'a z Dumbledore'em Harry zaprzestał prób znalezienia biblioteki, a rozpaczliwie jej potrzebował (utknął na siedmiu zasadach transmutacji zwierzęcej). Nic nie zapowiadało się też, żeby miał opuścić Prince Manor w bliższej czy dalszej przyszłości. Równie dobrze więc mógł lepiej poznać miejsce, w którym przyszło mu żyć. Kiedy opuszczał pokój, drzemiący w swoich ramach Sigur uchylił powieki i puścił oczko. W ciągu dwóch godzin Harry odkrył, że dom wcale nie był taki wielki, jak mu się przedtem wydawało. Mimo że budynek posiadał dwa spore skrzydła, składał się tylko z piwnicy, parteru, pierwszego piętra oraz strychu. Lewa część domu okazała się pełnić funkcję gościnną — tutaj mieściły się sypialnie oraz salon z porozrzucanymi pufami i kredensem pełnym najrozmaitszych trunków. W prawej z kolei wybudowano sporych rozmiarów oranżerię, gdzie rosły mniej i bardziej dziwaczne rośliny. Gdy z niejaką podejrzliwością im się przyjrzał, kilka rozpoznał z lekcji zielarstwa. Jedna nawet próbowała go ugryźć i tę akurat pamiętał aż nadto dobrze — była to jadowita tentakula. Widocznie Snape hodował tutaj rośliny, które potem wykorzystywał w eliksirach. Zaraz obok oranżerii trafił na coś, co wyglądało na pracownię połączoną z bawialną — znajdowały się w niej instrumenty, takie jak pianino, harfa czy skrzypce, ale też przybory malarskie wraz ze stelażem i płótnami, magiczny model układu słonecznego oraz pokaźny globus, na którego powierzchni leniwie płynęły chmury i który sam obracał się wokół własnej osi. Harry przez chwilę podziwiał, jak w okolicach Ameryki Północnej przebiega tornado, a nad Pacyfikiem trzaskają błyskawice. Było tu też wiele innych przyrządów — mieniących się w słońcu, klikających, wirujących lub zupełnie nieruchomych, a przeznaczenia ich wszystkich mógł się tylko domyślać. Na piętrze natomiast, tuż nad oranżerią i bawialnio-pracownią, znajdowała się sala balowa z wielkimi oknami otwartymi na zachód oraz kryształowym żyrandolem. W centralnym miejscu nad kominkiem wisiał herb przedstawiający jastrzębia na purpurowym tle oraz wygrawerowane złotymi literami rodowe zawołanie LEX, ONUS ET IUSTITIAE [1]. Podczas myszkowania Harry natknął się także na kilka pokoi zamkniętych. Podejrzewał, że Snape specjalnie je pozamykał, nie chcąc, żeby do nich wchodził. Na przykład pokój przylegający do sypialni Snape'a aż wibrował od ochronnej magii (do samej sypialni nawet nie próbował wchodzić — nie był samobójcą, a poza tym nie sądził, by znalazł tam cokolwiek ciekawego). A gdy dotknął dodatkowych drzwi w salonie z trunkami, poczuł elektryzujące mrowienie w palcach. Natychmiast opuścił rękę, obawiając się jakiejś paskudnej klątwy. Kiedy już nic nie zostało do obejrzenia, skierował kroki ku centralnej części domu, gdzie mieściła się główna bawialnia, gabinet Snape'a oraz jadalnia z kuchnią. Wiedział, że gdzieś tutaj powinna być biblioteka, skoro tę część domu przeznaczono do codziennego użytku. Szybko jednak okazało się, że zaczął krążyć w miejscu, więc poddał się i poprosił jeden z portretów o wskazanie drogi. — Tuż za tobą, kochaneczku — odpowiedziała młoda czarownica z długim, złotym warkoczem. Harry obrócił się na pięcie i zamrugał. Mógłby przysiąc, że jeszcze sekundę temu tych drzwi tutaj nie było. — Nie krępuj się. Biblioteka posiada bardzo cenne zbiory, więc została zaczarowana tak, aby niepowołani goście nie mieli do niej wstępu. Teraz, kiedy już wskazano ci drogę, zawsze będzie się ukazywać. Harry podziękował za pomoc i otworzył drzwi. Rozpostarła się przed nim ogromna przestrzeń pełna półek piętrzących się od podłogi do sufitu, a w powietrzu unosił się zapach starych ksiąg. — Robi wrażenie, czyż nie? Na obrazie tuż obok drzwi Sigur opierał się o fotel starszej czarownicy, która mrużyła groźnie oczy i wykrzywiała się kwaśno. — Racja — odpowiedział Harry. Choć biblioteka nie równała się z tą w Hogwarcie, musiał przyznać, że wiele jej nie ustępowała. Hermiona pewnie umarłaby ze szczęścia, gdyby miała ją do dyspozycji tylko dla siebie. Nagle powróciła do Harry'ego myśl, która przez ostatnie dwie godziny nie dawała mu spokoju. — Skoro ten dom należy do Snape'a, jak to możliwe, że Voldemort nie będzie mnie tu szukał? To znaczy, czy Snape nie spotyka się czasami na jakieś śmierciożercze herbatki czy coś w tym stylu? Sigur uniósł brwi i poprawił swój monokl. — Chyba nie sądzisz, młodzieńcze, że ktoś taki jak Severus Snape nie brałby pod uwagę tak elementarnych kwestii? Harry spojrzał na staruszka bez słowa i skrzyżował ręce na piersi. — Ja nic nie sądzę. To po prostu dziwne. Jeśli któryś z jego mrocznych koleżków zechce do niego zafiukać, trafi na zablokowany kominek. Czy to nie będzie podejrzane? — Żeby to zrozumieć, trzeba najpierw znać historię rodziny Snape'ów i Prince'ów. Która zresztą jest dość podobna do Blacków i Potterów. — Sigur zamilkł, gdy starsza czarownica posłała Harry'emu gniewne spojrzenie i bez słowa wymaszerowała z obrazu. Czarodziej rozsiadał się wygodnie w opuszczonym przez nią fotelu. — Podczas gdy Prince'owie gardzili czarnymi mocami oraz wspierali politykę promugolską, Snape'owie znani byli z wręcz fanatycznego zamiłowania do czystości krwi oraz czarnej magii. Jak było do przewidzenia, Sebald i Rozalia Prince'owie nie podzielali wyboru swojej córki, Eileen, i wybuchła scysja. To był prawdziwy skandal, wyobraź sobie: ojciec krzyczący na ślubie o niewdzięczności córki i rzucający klątwę na pana młodego! Krótko po tym wydarzeniu Sebald wydziedziczył Eileen i kontakt między rodzinami się urwał. Po latach sprawa ucichła, bo od tamtej pory Sebald zachowywał się, jakby nie posiadał córki. W końcu zaczęto zapominać, że obie rodziny miały ze sobą cokolwiek wspólnego. Niestety Eileen przedwcześnie zmarła, zostawiając Severusa zaraz po tym, jak ukończył Hogwart. A kiedy na dobre rozpętała się Pierwsza Wojna, śmierć zabrała także Tobiasza. Nawet wtedy Sebald był nieugięty i nie chciał przyjąć wnuka do rodziny. Tym bardziej że Severus nie zrobił nic, aby zrehabilitować się w oczach dziadka. Prince'owie walczyli po stronie Dumbledore'a, a krążyły pogłoski, że potomek Snape'ów idzie w ślady ojca, wspierając Voldemorta. Sigur westchnął z nostalgią. — Jednak kochana Rozalia nie pozwoliła, żeby majątek przepadł rozszarpany przez dalekie kuzynostwo, które tchórzliwie wyemigrowało już za czasów Grindelwalda. Kiedy stary Sebald umarł, zmieniła zapisy w testamencie, aby wszystko odziedziczył Severus. Było to już po procesie w ministerstwie, kiedy sam Albus Dumbledore bronił Severusa przed Wizengamotem, poręczając, że był szpiegiem działającym po jasnej stronie. Pięć lat później Rozalia zmarła. Mimo zmiany testamentu ani razu nie skontaktowała się z wnukiem. Myślę, że według niej było już za późno, by naprawić błędy przeszłości. Biedaczka. Wszyscy jej trzej synowie polegli w walce, a przez nieugiętą postawę męża straciła nie tylko jedyną córkę, ale później również jedynego wnuka. Pod koniec swojego życia została sama w tym wielkim domu, mając za towarzystwo jedynie skrzatkę oraz portrety. — Staruszek pokręcił głową smutno. — Niegdyś wielka rodzina rozkruszyła się, osłabiona wojną. Ilu jest teraz o nazwisku Black, ilu Potterów, Dumbledore'ów czy Prewettów? Dekada po dekadzie zaczęliśmy wymierać i pomimo całej naszej dumy prawie nic po nas nie pozostało. — Tak więc kto miałby wiedzieć, co stało się z majątkiem Prince'ów? Kto miałby tutaj szukać Severusa, skoro po śmierci Tobiasza dostał w spadku rodzinny dom w Spinner's End i to tam od zawsze przebywał? Nawet po otrzymaniu listu od Gringotta z zawiadomieniem przekazania majątku, w przeciągu pierwszych trzech lat Severus pojawił się tu tylko raz. Przypuszczam, że czuł zbyt wielki żal do rodziny, która w tak bezwzględny sposób potraktowała jego matkę. Bo widzisz, Snape'owie należeli do starej, czystokrwistej familii, ale nie byli zamożni. Znane powszechnie problemy finansowe Tobiasza sprawiły, że życie Severusa było bardzo trudne. Sigur zamilkł na moment i spojrzał na Harry'ego uważnie. — Trzy lata temu coś się jednak zmieniło. Mogłem tylko zgadywać, dlaczego Severus nagle zaczął interesować się Prince Manor. Może przeczuwał bliski powrót Voldemorta i stwierdził, że przyda mu się kryjówka? Koniec końców, zrobił tu siedzibę Zakonu Feniksa, ale trwało to zaledwie miesiąc i sprawa rozeszła się po kościach. — Skąd tyle wiesz? — zapytał Harry. — Bez obrazy, ale jest pan tylko portretem. Sigur uśmiechnął z wyższością. — Mogę nim być, ale mam oczy i uszy, nawet jeśli namalowane. Obserwuję i słucham. Pomaga też wymienianie się informacjami z innymi obrazami, szczególnie tymi, które posiadają swoje kopie w znanych instytucjach w Anglii. Aleksander Prince, który w tysiąc siedemset pięćdziesiątym ósmym został ministrem magii, przynosi codziennie świeżą porcję plotek prosto z ministerstwa. Po skończeniu rozmowy Harry przespacerował się między półkami w poszukiwaniu przydatnych książek na temat transmutacji zwierzęcej, ale w głowie wciąż rozbrzmiewały mu usłyszane słowa. Bardzo wiele dowiedział się dziś o Snapie. Przez chwilę próbował sobie wyobrazić, jak mężczyzna zareagowałby, gdyby odkrył, że Sigur tak beztrosko dzieli się faktami z jego życia. Był tak bardzo pogrążony w myślach, że w pewnym momencie przestał zwracać uwagę na to, gdzie idzie. Wrócił do rzeczywistości dopiero, gdy wpadł na niewidzialną barierę, o mało nie łamiąc przy tym nosa. Okazało się, że stoi w tylnej części biblioteki, a przed nim rozpościera się długi rząd niezbyt ciekawie wyglądających ksiąg. Po plecach Harry'ego przebiegł dreszcz, gdy zobaczył, że jedna z okładek była poplamiona zaschniętą krwią, a na innej złuszczoną farbą widniał tytuł „Magia dusz”. Nie mając ochoty przebywać tu ani sekundy dłużej, zawrócił i tym razem skupił się wyłącznie na znalezieniu tego, czego potrzebował. W końcu wyszukał dwie obiecująco wyglądające pozycje. Mając nadzieję, że Snape nie będzie wściekał się za wyniesienie ich z biblioteki, wymaszerował z księgami pod pachą. * * * Wkrótce Snape zaczął wprowadzać w życie swój plan edukacji Harry'ego, choć w nieco innej kolejności, niż pierwotnie zapowiadał. Po śniadaniu zaszywał się w laboratorium i nie wychodził stamtąd aż do lunchu. Harry miał wtedy czas na pójście do biblioteki i odrobienie zadań domowych. W południe spotykali się na wspólny posiłek, a po nim Snape sprawdzał postępy Harry'ego, wskazując błędy i niekiedy nawet pomagając w formułowaniu prawidłowych wniosków. Wtedy też przepytywał go z materiału przeczytanego z pożyczonej księgi oraz uzupełniał wiedzę o niewspomniane w niej fakty. Harry nie wiedział, czym jest bardziej zszokowany — tym, że Snape cierpliwie tłumaczył mu zagadnienia bez jednoczesnego wyzywania od bałwanów, czy tym, że dzięki jego pomocy dużo więcej rozumiał. Po obiedzie Snape znowu wracał na kilka godzin do warzenia, a Harry wychodził do ogrodu, aby kontynuować lekturę o czarodziejskim prawie i ustroju politycznym. Niekiedy zdarzało się, że zasypiał osłonięty cieniem korony rozłożystego buku, zbyt zmęczony i znużony nieinteresującym tematem. Niedługo po tym ktoś potrząsał jego ramieniem i gdy Harry sennie uchylał powieki, napotykał czarne oczy Snape'a. Za każdym razem spodziewał się, że mężczyzna zgani go za lenistwo, ale nic takiego się nie działo. Snape mówił tylko „wkrótce będzie kolacja”, jakby rozumiał, że Harry potrzebował więcej odpoczynku niż zwykle. Wieczorami natomiast Snape wprowadzał go w tajniki oklumencji. I już pierwsza lekcja okazała się katastrofą. — To by wiele wyjaśniało — mruknął Snape pierwszego dnia, brzmiąc, jakby kierował te słowa bardziej do siebie niż do Harry'ego. Stali pośrodku jednej z sypialń, która na potrzeby ćwiczeń została uprzątnięta z prawie wszystkich mebli. Zostawiono w niej jedynie kanapę, stolik oraz krzesło z wysokim oparciem. — Po ataku na Privet Drive zbadałem twój umysł w celu oceny wyrządzonych szkód i napotkałem coś, co mnie zupełnie zaskoczyło. Panował w nim chaos i nie mogłem zrozumieć, co to oznacza. — A teraz wiadomo, co to oznacza? — zapytał Harry, dziwnie czując się z myślą, że ktoś tak skrupulatnie analizuje stan jego głowy. Snape skinął krótko głową. — Działo się tak, ponieważ dzieliłeś umysł z drugą osobą. Z jednej strony klątwa Cruciatus osłabiła połączenie z Czarnym Panem, a z drugiej zniszczyła twoje naturalne bariery, maksymalnie otwierając cię na wpływy z zewnątrz. Wiele razy zastanawiało mnie, dlaczego w czasie ataku na ministerstwo magia wirowała wokół ciebie, sprawiając, że wszystko podskakiwało, a ty sam rzucałeś się na łóżku. Twój umysł musiał przeżywać rozgrywające się tam wydarzenia. To był najgorszy czas na aktywację takiego połączenia. Niestabilna magia staje się zagrożeniem nie tylko dla otoczenia, a przede wszystkim samego czarodzieja. Gdybyśmy nie podali Wywaru Żywej Śmierci, istniało realne prawdopodobieństwo, że twoja magia wybuchłaby, co w ówczesnym stanie doprowadziłoby cię do śmierci. — Snape wyciągnął różdżkę. — Ale zostawmy ten temat. Czas, żebyś nauczył się sztuki oklumencji… Chociaż Snape wyjaśnił, na czym owa oklumencja polega, nadal było to dla Harry'ego strasznie mętne. Wiedział, że ma „oczyścić umysł”, ale za nic nie potrafił sobie wyobrazić, jak należy to zrobić. Starał się. Naprawdę się starał. Z każdą kolejną próbą szło mu jednak coraz gorzej. Wkrótce Snape zaczął szydzić z niego jak za starych dobrych czasów, aż Harry miał ochotę dźgnąć go jego własną różdżką. Po półgodzinie podpierał się na czworakach, łapiąc z trudem oddech i wpatrując się w dywan, którego misterny wzorek wirował mu dziko przed oczami. Snape zmusił go do oglądania po kolei czterech lat życia w Hogwarcie, począwszy od pierwszej uczty powitalnej, a skończywszy na dotknięciu pucharu w głębi labiryntu. Zdawał się tym szydzić z Harry'ego i jego słabości, pokazując mu, że może przebierać w jego wspomnieniach jak w cukierkach i decydować o tym, co dokładnie chce zobaczyć. — Potter — warknął Snape. — Czy ty w ogóle próbujesz się czegoś nauczyć? Harry zacisnął zęby. Po plecach spływała mu stróżka potu, a szata kleiła się nieprzyjemnie do ciała. — Staram się, ale nie wiem jak! — Powiedziałem, że masz oczyścić umysł z emocji… — Wiem to, ale nie wiem jak. Snape zamilkł. Westchnął i schował różdżkę do kieszeni. — Usiądź. I tak nie możemy dłużej ćwiczyć, bo będzie to dla ciebie zbyt dużym obciążeniem. Z trudem podźwignął się na nogi i opadł na kanapę. Skuliwszy ramiona, pomasował skronie. Miał wrażenie, jakby ktoś rozłupał mu czaszkę na pół, a stado dzikich przebiegało po odsłoniętym mózgu. Nagle coś błysnęło na krawędzi wzroku. Uniósł nieco głowę i zobaczył, że Snape wyciągnął w jego stronę fiolkę; pomarańczowy płyn zamigotał w świetle zawieszonych w powietrzu świec. — Na ból głowy. Harry przyjął eliksir bez wahania i wkrótce dudnienie ustąpiło. Kiedy oddał Snape'owi pustą fiolkę, mężczyzna przysunął krzesło i usiadł naprzeciwko. — Powiedz mi, w jaki sposób próbowałeś wykonać zadanie, o które cię prosiłem? — Starałem się o niczym nie myśleć, bo powiedziałeś, żebym oczyścił umysł. Prawe oko Snape'a zadrgało, podobnie jak jego nozdrza, co oznaczało, że Harry dał bardzo, ale to bardzo złą odpowiedź. — Nie kazałem ci nie myśleć. Choć rozumiem, dlaczego ten pomysł wydawał ci się aż tak atrakcyjny. Przecież ty i tak rzadko kiedy myślisz! Harry poczerwieniał, ledwo powstrzymując się przed powiedzeniem czegoś naprawdę okropnego. Snape zacisnął usta, ale po chwili pokręcił głową, jakby się rozmyślając. Kiedy ponownie przemówił, jego ton brzmiał spokojnie i rzeczowo. — Cały czas mówiłem o emocjach, o maksymalnym wyzbyciu się emocji, a nie myśli. Tylko wtedy jesteśmy w stanie sprawować pełną władzę nad naszym umysłem. Niektóre z nich mogą nam pomagać, ale nie radziłbym tego początkującym, bo trzeba mieć nad nimi idealną kontrolę. W większości przypadków niszczą koncentrację, ponieważ to nie my je kontrolujemy, ale one nas. Co więcej, emocje łączą się z obrazami, a im uczucia są silniejsze, tym wyraźniej dane wydarzenie zapamiętujemy. Jak dokładnie potrafisz przywołać nudne dni przepełnione nauką, a jak bardzo żywe są spotkania z Czarnym Panem? Snape miał rację. Dni, w których nic ciekawego się nie wydarzyło, zlewały się w jedną niewyraźną smugę. Nigdy jednak nie zapomni walki z bazyliszkiem w Komnacie Tajemnic czy odrodzenia Voldemorta na cmentarzu. Wydawało się, jakby miały miejsce wczoraj. — Swobodnie rzucone zaklęcie Legilimens wyławia najpierw obrazy znajdujące się na powierzchni umysłu, czyli te, które najlepiej zapamiętaliśmy. Mogą to być wydarzenia, które miały niedawno miejsce lub nurtujące nas problemy. Dopiero wyzbywając się niepotrzebnych emocji, możemy sterować własnymi wspomnieniami i myślami, a nawet całkowicie zablokować dostęp do umysłu. Ale żeby to pokazać, może zróbmy małą demonstrację. Snape zaoferował Harry'emu swoją różdżkę, ustawiając ją na otwartej dłoni. Harry wpatrywał się w nią w osłupieniu. — No bierz. Znasz formułę i wiesz, co należy zrobić. Czy Snape naprawdę sugerował, żeby Harry użył na nim legilimencji? Z wahaniem uchwycił różdżkę. Drewno było ciemne, prawie czarne, i leżało niezgrabnie w dłoni. — Śmiało, zbyt dobrze znam magię umysłu, żebyś zrobił mi krzywdę, nawet używając obcej różdżki. W najgorszym wypadku zaklęcie nie zadziała. Pomimo zapewnień nadal był niezdecydowany. Wiedział jednak, że Snape będzie czekał tak długo, aż Harry spełni polecenie. Uniósł więc różdżkę i wypowiedział inkantację, wykonując kolisty ruch nadgarstka, który przez ostatnie pół godziny widział wystarczająco wiele razy. Udało mu się rzucić zaklęcie dopiero za piątym podejściem. Przebłyski obcych wspomnień rozwinęły się przed oczami Harry'ego niczym taśma z filmem. Snape pił herbatę w jadalni, a naprzeciwko niego siedział Harry, z roztargnieniem rozdłubując widelcem jajecznicę. W swoim gabinecie Snape przewracał kartę opasłej księgi, gdy nagle z okolicy okna rozbrzmiało stuknięcie sowy przynoszącej list. Snape stał nad kociołkiem, dodając pokruszone liście, w porę odsuwając się, gdy buchnął z niego kłęb niebieskawej pary. We wszystkich obrazach mężczyzna miał na sobie identyczną szatę, jakby wydarzenia należały do tego samego dnia. Przy kilku wspomnieniach Harry próbował zatrzymać się dłużej, ale szybko zastępowały je kolejne. W końcu został wypchnięty z umysłu Snape'a i przez chwilę mrugał zawzięcie, przyzwyczajając oczy do otoczenia. — Opowiedz mi, co widziałeś. Nie mając pojęcia, do czego to prowadzi, Harry zrobił, jak mu kazano. W końcu Snape wyjaśnił: — Pomimo że uzyskałeś dostęp do mojego umysłu, nie miałeś nade mną żadnej władzy. To ja kontrolowałem ciebie, wybierając, co chcę ci pokazać, jak długo oraz kiedy skończyć penetrację. A wszystko dlatego, że kontrolując emocje, kontroluję myśli, a kontrolując myśli, kontroluję cały umysł. Nawet gdybyś był doświadczonym legilimentą, wciąż miałbym możliwość oszukania cię, dając ci złudne poczucie władzy. Oklumencja nie zawsze polega na całkowitym zamknięciu dostępu do umysłu, choć w twoim przypadku właśnie to jest priorytetem. — Ale jak to osiągnąć? — zapytał bezradnie Harry. — Okej, mam kontrolować emocje, ale co dalej? — Od tego momentu proces jest intuicyjny i każdy znajduje swój własny sposób. To dlatego zaczęliśmy od razu od ćwiczeń. Przykładowo dla mnie jest to podobne do tkania pajęczej sieci. Przygotowuję wspomnienia, które chcę pokazać i na nich się skupiam. Łączę je ze sobą, żeby móc płynnie przejść od jednego do drugiego, dzięki czemu intruzowi wydaje się, że płyną strumieniem jak w przypadku niechronionego umysłu. A jeśli nie chcę w ogóle wspomnień pokazać… — Snape zmarszczył brwi, myśląc intensywnie. — Z początku próbowałem zbudować wokół siebie próżnię, miejsce bez emocji i wspomnień, żeby przeciwnik nie miał żadnego punktu zaczepienia. Myślałem tylko o zwalczeniu obcej obecności. Z czasem jednak blokowanie przychodziło z mniejszym wysiłkiem. Teraz jest to tak naturalne jak oddychanie, a cały proces odbywa się bez udziału świadomości. — Czy to znaczy, że teraz nikt nie włamie się do twojego umysłu bez twojej zgody? — zapytał Harry z ciekawością. — W przypadku legilimencji naturalnej, owszem, ale przy zaklęciu rzuconym bezpośrednio zawsze trzeba walczyć. Gdybyś był doświadczonym legilimentą, a ja byłbym nieprzygotowany na atak lub gdybym odczuwał bardzo silne emocje, mógłbyś na krótką chwilę wejść do mojego umysłu. Bardzo szybko wypchnąłbym cię z niego, ale nie zmieniałoby to faktu, że uzyskałbyś dostęp. — Legilimencji naturalnej? — Jest bardzo subtelna, bo działa na powierzchni umysłu, a ci, którzy posiadają wrodzony talent do tej dziedziny magii, mogą się nią posługiwać, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dzięki niej można wyczuć, jeśli ktoś kłamie lub o czym dana osoba myśli. Niekiedy nawet pozwala zobaczyć echa wspomnień. Jest zwykle niewykrywalna, choć niektórzy intuicyjnie wyczuwają ją w postaci przeszywającego spojrzenia. Oczy Harry'ego rozszerzyły się w zaskoczeniu. — Profesor Dumbledore… — Nagle zaschło mu w ustach. — Czytał mi w myślach, prawda? Nieraz czułem, jakby prześwietlał mnie rentgenem. Snape spojrzał na Harry'ego tak, jakby chciał zapytać, co to jest rentgen, ale powstrzymał się i zamiast tego wytknął, jak nieodpowiednim terminem jest zwrot „czytanie w myślach”. Potem jednakże odparł: — Bardzo możliwe. Wiele osób uważa, że Albus Dumbledore jest naiwnym głupcem, który zbyt łatwo ufa ludziom i daje szanse tym, którzy na to nie zasługują. A on po prostu wie, kogo obdarzyć zaufaniem. Będąc legilimentą, nie musi zgadywać. Harry poczuł ukłucie potwornego zawodu. Czyżby dyrektor obawiał się, że Harry'emu nie można ufać i dlatego sprawdzał jego umysł jak otwartą księgę? Przycisnął pięści do oczu, sprawiając, że pod powiekami wykwitły różnokolorowe plamy. Czuł się zmęczony i skołowany. — Chodź — odezwał się Snape. — Jest już późno i najwyższy czas do łóżka. * * * Gdy ponownie Syriusz odwiedził go w Prince Manor, Harry wciąż nie potrafił przestać myśleć o odkryciu, że Dumbledore grzebał w jego głowie. — Jesteś dziś bardzo cichy — zauważył Remus. Siedzieli na kocu w cieniu starego dębu. W oddali błyszczała tafla stawu, a wiatr przyjemnie mierzwił Harry'emu włosy. Syriusz, w swojej psiej formie, skakał za ptakami, płosząc je i podrywając do lotu. Od czasu do czasu rozbrzmiewał głośny szczek, gdy prawie udawało mu się złapać przerażoną kaczkę. Harry westchnął ciężko. Nie chciał wypowiadać się źle o dyrektorze, ale naprawdę potrzebował z kimś o tym porozmawiać. — Wiesz, że Snape zaczął uczyć mnie oklumencji? — Nie miałem pojęcia. Kto wpadł na pomysł, żebyś się tego nauczył? — Eee… profesor Dumbledore uznał, że mi się to przyda. Harry nie wyjaśnił, dlaczego miałoby mu się to przydać. Nie chciał zdradzać swojego połączenia z Voldemortem, bo obawiał się, jak Remus zareaguje na taką rewelację. Zwykle był wyjątkowo wyrozumiały i nawet bez żadnych problemów zaakceptował fakt, czyim Harry jest synem. Jednak umiejętność wchodzenia do głowy czarodzieja, którego boi się większość ludzi, nie należała do informacji, które przyjmuje się lekko. Syriusz szczeknął głośno w oddali, anonsując kolejne zwycięstwo, po czym przysiadł na trawie z wywieszonym językiem i zamerdał dziko ogonem. Remus przeczesał dłonią źdźbła trawy, zastanawiając się nad słowami Harry'ego. — No cóż, podejrzewam, że ma rację. Raczej mało prawdopodobne, że ktoś będzie miał powód, by włamać się do twojego umysłu, ale skoro masz zachować tożsamość w tajemnicy, lepiej dmuchać na zimne. Tym się tak martwisz? Nie dajesz sobie rady? — Nie, po prostu… w tym tygodniu Snape wytłumaczył mi pewne rzeczy i odkryłem, że profesor Dumbledore używał na mnie legilimencji. Dlaczego to robił, Remusie? Czy chociaż raz dałem mu powód, żeby mi nie ufał? Gdy Harry zamilkł, znowu poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku. Remus spojrzał na niego z niepokojem. Po chwili odezwał się, ostrożnie dobierając słowa: — Też czasami miałem wrażenie, że to robi. Nie znam oklumencji ani nie umiem legilimencji, więc nie jestem w stanie powiedzieć na pewno. Ale czasami Albus wiedział, co myślę, i stąd moje podejrzenia. Sądzę jednak, że nie jest to kwestia zaufania czy też jego braku, ale tego, że czasami jest to jedyny sposób na podjęcie właściwej decyzji. Pamiętasz dzień, w którym uratowałeś Syriusza od pocałunku dementora? — Oczywiście. — Syriusz dokładnie opowiedział mi, co się wtedy wydarzyło. Krótko przed tym, jak go uratowaliście, Albus przyszedł do klasy, w której był zamknięty. Gdy Syriusz wszystko mu wyjaśnił, dyrektor uwierzył na słowo, choć bez dowodu było to szaleństwem. Teraz jednak myślę, że po prostu wiedział, że Syriusz mówił prawdę. — Więc co? — zapytał Harry. — Używa tego tylko wtedy, kiedy nie ma innego wyboru? Remus uśmiechnął się krzywo. — Lub kiedy jest to przydatne. Widzę, że nie podoba ci się to tak samo jak mnie, ale przyznasz, że jest to spora oszczędność czasu i jedyna gwarancja uniknięcia pomyłek. Ważne jest jednak, kiedy czułeś, że profesor Dumbledore używał na tobie legilimencji? Harry zamyślił się, marszcząc czoło. Pierwszy raz wydarzyło się to w drugiej klasie, gdy zaczęły się tajemnicze ataki dziedzica Slytherina. Nagle zdał sobie sprawę, że wcale nie było to takie częste. — Tylko kilka razy — przyznał. — Głównie kiedy w wydarzenia zamieszany był Voldemort. — A nie pomyślałeś, że może chodziło o zobaczenie pewnych rzeczy z twojej perspektywy, twoimi własnymi oczami? — Harry spojrzał na Remusa ze zdziwieniem. Mężczyzna uśmiechnął się łagodnie. — Nie twierdzę, że wiem, jakie były jego motywy, ale na barkach profesora Dumbledore'a spoczywa wielka odpowiedzialność. Każdy szczegół, który dotyczy Voldemorta, choćby wydawał się najbardziej błahy, może zaważyć o wielu sprawach. — Remus złożył dłonie na kolanach. — Jak sam przyznałeś, to nie tak, że nieustannie kontroluje twój umysł, czytając każdą twoją myśl. Chyba że jest inaczej? Harry potrząsnął gwałtownie głową. — Nie. — A więc nie przejmowałbym się tym tak bardzo. Poza tym ja zawsze przyrównywałem Albusowy wzrok do sięgania do ludzkich serc. On nie szuka informacji, które mógłby przeciw nam wykorzystać, ani nie sprawdza nieustannie, czy kłamiemy. On szuka prawdy o ludziach. Tylko wtedy może nam tak naprawdę pomóc, niekiedy chroniąc nas przed nami samymi. Remus zapatrzył się w dal na Syriusza, który przewrócił się na grzbiet i zaczął turlać się po trawie. Harry pomyślał, że w tych słowach zawiera się dużo więcej, niż zostało powiedziane na głos. ______________________ [1] łac. Prawo, obowiązek i sprawiedliwość. ~ ♠ ~ A/N: Tym razem na pokładzie mamy nową betę, Carmeline, tak więc brawa dla niej, bo od teraz razem z Jasmin Kain czuwa nad poprawnością rozdziałów. Kochani, dziękuję strasznie za wspaniałe komentarze. Nawet nie wiecie, jak często powątpiewam, że to, co piszę, ma jakikolwiek sens. Zdarza mi się przynajmniej raz w miesiącu stwierdzić, że "Magia Przynależności" jest zwyczajnie nudna, ale wtedy wracam tu, by przeczytać komentarze i podnieść się na duchu. Tak więc jeszcze raz dziękuję, zarówno tym, którzy wypowiadają się pozytywnie, jak i tym, którzy wskazują, co można było zrobić inaczej.
Spotkanie we Wrocławiu - napisał w Zloty Iponków: Zapraszamy na spotkanie we Wrocławiu, Adres: Wrocław ul. Najlepsza odpowiedź EKSPERTKonan-Fuma odpowiedział(a) o 21:35: Zaufanie to kwestia własna - sami decydujemy komu chcemy poświęcić swoje życie. Natomiast, bycie otwartym dla wszystkich oznacza by to tobie ufano, byś nie był fałszywy i nie żył w zakłamaniu. Jeżeli ktoś potrzebuje pomocy, nie odtrącisz go, choćby był najgorszym. Odpowiedzi -Druga część jest dosyć oczywista i naturalnie sie z nia zgadzam ale co do pierwszej to nie do konca. Powinno sie byc otwartym na nowe kontakty lecz sami okreslamy jakie grupy ludzi mozemy poznac na podstawie naszych preferencji seksualnych, sposobów ubioru, charakteru, majętności, muzyki, subkultur bla bla mozna wymieniac przez cały dzien, co za tym idzie nie mozna powiedziec ze jest sie otwartym na moze ktos wscieka sie na mnie twierdzac ze nie jestem "otwarty" (bardzo nie precyzyjne słowo) na biednych ludzi poniewaz przytoczylem argument Majętności ale czy kiedyś widziales/a kogos kto był przyjacielem biedaka z ulicy ? Nawet jesli to czy nie byl to przypadkiem drugie biedak ? A jesli nawet byl to przecietnie majetny/zamozny czlowiek to czy widziales/as duzo takich przypadków ?Baryła mistii ♡ odpowiedział(a) o 21:46 Powinniśmy być dobrze nastawieni do każdego, ponieważ należy poznać człowieka, aby go oceniać, więc serce powinniśmy mieć otwarte i mimo wszystko każdemu życzyć jak najlepiej. Ufać powinniśmy najbliższym osobom. No bo skąd wiemy, że osoba, która wydaje się miłą, ale wypytuje nas o szczegóły życia.. Dajmy : osoba wypytuje: jak mamy urządzone mieszkanie, gdzie pracujemy, ile zarabiamy itp. i wiemy, że raczej nie chodzi tylko o jej ciekawość, tylko o coś więcej, więc stajemy się nieufni. Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub IrWNFkp.